Greg Pietraszewski
U.K. man’s family reunion cut short after problems at the border
Edmonton – urzędnicy Border Services odesłali obywatela UK z powrotem do Europy, zaledwie 48 godzin po przylocie do Edmonton. James Birkbeck powiedział że przyjechał do Kanady na urlop aby odwiedzić kuzyna którego znalazł na Facebooku osiem miesięcy temu. Kuzyn w Edmonton kupił jemu bilet w jedną stronę z Londynu do Edmonton. Po wylądował na międzynarodowym lotnisku w Edmonton Birkbeck został zatrzymany przez funkcjonariuszy służb granicznych i przepytywany przez prawie cztery godziny. W rezultacie odmówiono mu wjazdu do Kanady. http://globalnews.ca/news/1247472/u-k-man-deported-less-than-two-days-after-landing-in-edmonton/
Klub PCSC (Polish&Canadian Soccer Club) White Eagle Poszukuje Zawodników
Potrzebni zawodnicy: Klub “PCSC (Polish&Canadian Soccer Club) White Eagle”, pierwsza drużyna występującą w 2-ej lidze edmontońskiej.
**
Zapisy w Niedzielę 30 Marca @ 5pm, South Soccer Center (6520 Roper Road).
Więcej informacji na e-mail pcscwhiteeagle@gmail.com
“Spacer wstydu” ambasadora USA, czyli zgubne skutki hazardu
GO CANADA, GO!
Stephen Mull, ambasador USA w Warszawie, zaryzykował i przegrał. Dyplomata założył się ze swoją kanadyjską odpowiedniczką Alexandrą Bugailiskis o wynik finału hokejowego turnieju pań na IO w Soczi. Teraz musiał odbyć “spacer wstydu”.
Thriller w finale hokeja. Kanadyjki dopadły Amerykanki i mają złoto. Cztery minuty przed końcem Mull pewnie był przekonany, że to Bugailiskis zostanie “upokorzona”. Amerykanki prowadziły wtedy 2:0, ale rywalki doprowadziły do remisu i w dogrywce to Kanadyjki zadały im “nagłą śmierć”.
Nie wiadomo, co musiałaby zrobić pani ambasador gdyby mecz skończył się w 56. minucie. Mull za karę musiał nałożyć na siebie czerwony koc z napisem “Canada” i przespacerować się w nim od siebie do Kanadyjczyków.
Na jego szczęście daleko nie miał. Budynek Ambasady USA od celu dzieli tylko 180 metrów, aczkolwiek po drodze musiał przejść przez zawsze zatłoczone Aleje Ujazdowskie.
Tak czy inaczej, obu państwu gratulujemy dystansu, a Amerykaninowi honorowości. http://www.tvn24.pl/wideo/z-anteny/spacer-wstydu-ambasadora-usa-czyli-zgubne-skutki-hazardu,1269432.html?playlist_id=12799
Polish Hungarian Friendship Day 2014
Come celebrate Polish Hungarian Friendship Day with us on March 23rd! Contact hungarianpolishday@gmail.com for more information. https://www.facebook.com/patricia.tothvoros/media_set?set=a.10153943703645398.1073741839.778865397&type=1
Gdańszczanin w Kanadzie: “W Polsce czułem się nieswojo. Widoki – przygnębiające, podobnie jak ludzie…”
Gdańszczanin w Kanadzie: “W Polsce czułem się nieswojo. Widoki – przygnębiające, podobnie jak ludzie…”
– Jeśli dwoje ludzi pracuje, choćby w zwykłym sklepie, to są w stanie utrzymać się i żyć, nie martwiąc się o rachunki, kupno butów czy wyjście do restauracji. Za trzy średnie miesięczne pensje w Kanadzie można kupić kompaktowe auto prosto z salonu – opowiada Adam Biegalski, gdańszczanin, od pięciu lat w Toronto.
Co ciągnęło cię na Zachód?
– W Niemczech, Holandii podobało mi się, z jakim spokojem ludzie żyją, nie zarzynają się, żeby zapłacić rachunki, jeżdżą na wakacje, stać ich na bezpieczne auta, edukację i obozy dzieci. Jest po prostu normalnie. Nie ekskluzywnie, normalnie.
Zdecydowałeś się na wyjazd. Miała być Australia, a skończyło się na Kanadzie. Jakim cudem?
– Odwiedziła nas siostra mojej, wtedy jeszcze, dziewczyny. Mieszkała w Kanadzie od kilkunastu lat, zaproponowała pomoc. Rok później byliśmy z Eweliną w samolocie do Toronto.
– Było normalnie, nawet lepiej. Za 700 dolarów kupiliśmy sportowego, starego pontiaca firebird. Takiego, jakim jeździł Hasselhoff w “Nieustraszonym”. W ciągu pół roku złożyliśmy za pośrednictwem adwokata imigracyjnego aplikację o pobyt stały, szczęśliwie mój zawód był na liście poszukiwanych w Kanadzie. Zdałem dobrze test z angielskiego. Po 9 miesiącach otrzymaliśmy
karty stałego pobytu.
– Nie wszystko. Dla kogoś, kto w wieku 25 lat przyjeżdża na inny kontynent, trudne jest przestawienie się na nowy tryb życia. Wszystko zaczyna się od początku. Nie mieliśmy historii kredytowej, która w Kanadzie jest niezbędna praktycznie do wszystkiego, od otrzymania karty kredytowej po wynajęcie mieszkania. To samo z pracą – nagle okazało się, że trzeba zacząć wszystko od nowa. Moje stanowisko w Kanadzie w takiej formie praktycznie nie istnieje, podobnie jak sektor, w którym pracowałem w Polsce. Rynek handlowy jest inny.
W Kanadzie żyje się łatwiej niż w Polsce?
– Znacznie łatwiej. Pensja wypłacana jest co tydzień lub dwa. W przeliczeniu na zarobki wynajem mieszkania jest tańszy, podobnie paliwo, ciuchy czy elektronika. Jeśli dwoje ludzi mieszka i pracuje, choćby w zwykłym sklepie, to są w stanie utrzymać się i żyć, nie martwiąc się o rachunki, kupno butów czy wyjście na randkę do restauracji. Za trzy średnie miesięczne pensje w Kanadzie można kupić kompaktowe auto prosto z salonu. Ludzie są mili, pomocni, uśmiechnięci, dzięki wyższym zarobkom i poziomowi życia osoby pracujące na poczcie czy w centrum handlowym nie wydają się pracować “za karę”.
– Ludzie idą na imprezę o godz. 22-23, a o godz. 2 w nocy jest już “last call”. Nie ma zabawy do rana, picia w parkach, pod klatkami. Cóż: prowincja policyjna. Oczywiście, klubów i barów jest masa, zawsze pełne, koncertów sporo. Brakuje mi jednak polskiego życia nocnego, do samego rana, najlepiej na gdańskim Starym Mieście, potem kebab i nocny do domu. Nie brakuje mi natomiast pijanych, agresywnych “karków” i innych osób pytających “czy mam problem”.
Chcecie zostać?
– Chcemy. Po 5 latach pobytu zdecydowaliśmy, że kupimy dom.
Przecież mówiłeś, że tęsknisz?
– Strasznie tęsknię. Za rodziną, za Gdańskiem. Gdańsk jest przepiękny! Dopiero teraz to doceniam. Kanadyjskie miasta może i są świetnie rozplanowane, mają szerokie ulice, wysokie wieżowce, ale brakuje tu historii, pięknej architektury, zabytków. Tęsknię za zapachem polskiej łąki, za krętą, leśną drogą i śmierdzącym PKS-em. Mam na ramieniu tatuaż “Made in Poland”. Ale co z tego? W Kanadzie trzyma mnie poziom życia, możliwości, normalność. A póki co Polska jest wspaniałym miejscem. Na wakacje.http://trojmiasto.gazeta.pl/trojmiasto/1,35636,15595150,Gdanszczanin_w_Kanadzie___W_Polsce_czulem_sie_nieswojo_.html#ixzz2vcswjx7m
Polish family living in city desperate to stay here
WINNIPEG FREE PRESS: Polish family living in city desperate to stay here.Legal limbo means she can’t find a job, support her kids.
By: Carol Sanders
Posted: 03/8/2014 1:00 AM | Comments: 9
Marta Placzek with her children, Jakub (right) and Justyna, is afraid to return to Poland, where her ex-husband lives.
**
Marta Placzek with her children, Jakub (right) and Justyna, is afraid to return to Poland, where her ex-husband lives. Photo Store
Marta Placzek had high hopes when she quit her job with the Polish railway, sold everything and packed up her two little kids and new husband and came to Canada in the fall of 2010.
He had a trucking job lined up, friends in Winnipeg and their future looked bright.
Placzek says her dream of a fresh start turned into a nightmare of domestic violence, poverty and fear.
The family arrived in Canada with only visitor’s visas.
A year after arriving in Winnipeg, her husband’s promised job didn’t materialize. Frustration and tension formed cracks in their relationship.
‘At 40, no one wants to give me a job’
— Marta Placzek (below), with her children Jakub (right) and Justyna
“He became abusive and vulgar,” she alleged through an interpreter. Placzek, 40, discovered her husband was trolling Internet dating sites and confronted him. “He started being physically abusive.”
She and the children fled to Osborne House women’s shelter, where they lived for more than four weeks. Her now-ex-husband was charged with assault and locked up in the remand centre until he was deported back to Poland. He was not convicted in connection with the allegations.
He’s back in Poland and has vowed to get even with her if she returns to Poland, alleges interpreter George Bibik, who says he saw the man’s text message.
Bibik, a retired school teacher, grandfather and a leader in Winnipeg’s Polish community, was asked to interpret for Placzek at Osborne House. Bibik says he’s concerned about the single mom and her children being in legal limbo in Winnipeg and in an even worse situation if they’re sent back to Poland. She and her children’s visas expired before she was able to renew them.
With no status to work legally in Canada, no health coverage and no access to services or social assistance, she and her children are in a precarious position.
They are struggling to make ends meet in an apartment in the North End. Holy Ghost School waived the tuition so her kids can attend for free and friends have pitched in to help them, Placzek says.
She says she has a close bond with her children and has tried to shield them from the turmoil. “I’m trying not to show them any problems.”
She says there is no turning back. They have no one and nothing left in Poland.
The official unemployment rate in Poland is 10 per cent, but it’s much higher for middle-aged women trying to enter the workforce, she says.
“At 40, no one wants to give me a job.”
In Poland, Placzek attended trade school to become a certified baker, then took a government railway job that offered better pay and benefits, she says.
She has had job offers in Winnipeg but can’t legally work and is frustrated.
She says she’s grateful to the people who are helping them but she wants to work so she can take care of her children and not depend on others.
“I could get a job easily,” she says. “I don’t want to be on any welfare.”
She says she has a lawyer who’s trying to help her stay in Canada but wanted to go public with her story in the hopes someone will do something, her translator says.
“She feels if people read about their situation, people might feel sympathy and try to help, and are not going to point fingers at her,” Bibik says.
carol.sanders@freepress.mb.ca
Republished from the Winnipeg Free Press print edition March 8, 2014 A10
http://www.winnipegfreepress.com/local/polish-family-living-in-city-desperate-to-stay-here-249103531.html
Students at Alberta School for the Deaf say being deaf defines them, but doesn’t limit them “We can do everything. We just can’t hear’
EDMONTON JOURNAL: Kamil Burnat, 18, and his classmate Jeffrey Stepien, 17, have a lot in common. They’re both the children of Polish immigrants. And they’re both deaf.
For them, that’s simply normal. It’s what they’ve grown up with. It’s all they and their families have ever known.
Their parents are deaf. Their siblings are deaf. But Burnat and Stepien don’t think of themselves as deaf. They are Deaf, with a capital D. It’s part of their identity, in the same way that being Polish is.
It’s what defines them, not what limits them.
“Being Deaf is not a disability. Deaf is a culture. We have our own language,” says Burnat, speaking through American Sign Language interpreter Dallas McEwen.
“I agree with Kamil,” says Stepien. “We definitely have our own sense of identity. A disability is something you can’t do. But we can do everything. We just can’t hear. I don’t know where the stigma of disability comes from.”http://www.edmontonjournal.com/Students+Alberta+School+Deaf+being+deaf+defines+them+doesn+limit+them/9594250/story.html
Dzień Myśli Braterskiej
Dzień Myśli Braterskiej uświadamia harcerzom na całym świecie, że wszyscy są dla siebie braćmi niezależnie od koloru skóry, narodowości, czy wieku.
Dzień ten zawsze jest obchodzony 22 lutego dla uczczenia pamięci założyciela harcerstwa sir Roberta Baden Powella, ktory urodził sie 22 lutego 1857 roku. Dlatego w ten dzień harcerze spotykają sie na harcerskich kominkach, składają sobie życzenia, przesyłają pocztówki, organizują różne zajęcia terenowe lub spotykają się przy ognisku.
W Edmonton uroczystości dla uczczenia Dnia Myśli Braterskiej rozpoczęły się w niedziele 23 lutego uroczystą Mszą Świętą w Kościele Świętego Różańca a następnie w szkole St. Basil odbył się uroczysty Kominek zorganizowany przez Hufiec Harcerek „Młody Bor”
Miłą niespodzianką był udział przy Kominku przedstawicieli ukraińskich organizacji harcerskich w Edmonton, którzy w imieniu ukraińskich przyjaciół harcerstwa przekazali na ręce Hufcowej Agaty Starczyk Betlejemskie Światło Pokoju, jako poświadczenie wzajemnego zrozumienia i żywego symbolu pokoju, braterstwa, nadziei i miłości.
Kominek prowadziła podharcmistrzyni Agata Starczyk, Hufcowa Hufca „Młody Bor” Uroczystość uświetniła harcerska piosenka oraz występy zuchów, harcerek i harcerzy.
W uroczystości wzięło również udział wielu instruktorów, rodziców i entuzjastów harcerstwa. Po kominku zaproszono wszystkich na wspólny poczęstunek.
Zygmunt Cynar










