Felietony

Uchodźcy tacy sami jak my

Podziel się tym artykułem z innymi

Sytuacja uchodźców to niezwykle złożony problem, który wywołuje dziś gorące dyskusje na całym świecie, również w Kanadzie i w Polsce. Słowo “uchodźca” u wielu wywołuje wręcz paniczną reakcję: że niby po co nam ich, że ataki terrorystyczne, że powinniśmy dbać wpierw o swoich, że przecież się nie zasymilują, że będą siedzieć na zasiłkach itp, itd. Niektórzy podzielają opinię, że powinniśmy bezwarunkowo otworzyć granice i pomóc wszystkim potrzebującym w trybie natychmiastowym. Problem uchodźców nie da się jednak namalować w czarno-białych barwach. Istnieje tyle samo argumentów za przyjmowaniem uchodźców, co za zamykaniem przed nimi granic. Warto zastanowić się skąd bierze się taka rozbieżność w opiniach społeczności.

Ilu z nas tak naprawdę dogłębnie zastanowiło się nad tym problemem? Ilu przemyślało to samodzielnie, rzeczowo, bez emocji? Ilu z nas postawiło się, choć przez krótki moment na miejscu uchodźców? Ośmielę się zaproponować, że zdecydowana większość zarówno zwolenników jak i oponentów wygłasza “swoje” opinie bezmyślnie, bezkrytycznie i z dużą dozą arogancji.

To, o czym myślimy, o czym wydajemy opinie, o czym tak żarliwie dyskutujemy jest zazwyczaj jedynie powieloną wersją tego, co wcześniej usłyszeliśmy w dzienniku TV, u znajomych czy sąsiada. “Czym skorupka za młodu nasiąknie” to doskonały przykład na to, że nasz światopogląd jest ukształtowany bardzo wcześnie. Jeżeli nasi rodzice byli katolikami, to szanse na to, że nagle zmienimy religię są nikłe. To samo dotyczy orientacji politycznej, edukacji finansowej, zamiłowań, zwyczajów i upodobań, w tym również animozji do innych grup społecznych.

Media codziennie bombardują nas nową dawką informacji: wojny, wypadki, kryzysy, katastrofy. Tak jakby nigdy nie zdarzało się nic dobrego ani pozytywnego. Promowane są informacje, które sprzedają się najłatwiej, niekoniecznie te, które warte są nagłośnienia. Wszyscy boimy się śmierci, choroby ,wojny, utraty bliskich czy też dobytku, każdy z nas chce być szczęśliwy. Szczęśliwe historie są jednak zbyt normalne, zbyt nudne, dlatego też nieopłacalne dla stacji aby je promować.

Odważę się więc w tym miejscu zaproponować, aby przyjrzeć się bliżej naszym utwierdzonym opiniom i spróbować dociec, co jest ich źródłem i czy są one oparte na logicznym rozumowaniu, czy też na silnych emocjach, takich jak np. strach.

W psychologii istnieje pojęcie “negatywnego nastawienia”. Oznacza to, że jeżeli spotkało nas dziś kilkanaście dobrych rzeczy i jedna zła, to na koniec dnia wciąż będziemy myśleć o tej jednej negatywnej. Na tym samym fenomenie często bazują media, najbardziej wpływowa siła odpowiedzialna za kreowanie opinii publicznej. Media są w większości powiązane i sponsorowane przez partie polityczne i wyświetlają wiadomości, które są korzystne dla danej partii i jej programu. To co widzimy w mediach to tylko niewielki odsetek tego, co dzieje się na świecie. Informacje, które nie są korzystne, są rutynowo pomijane, wyciszane, lub przedstawiane w niekompletny sposób, jednostronnie.

W efekcie nieustannego programowania przez media stajemy się bezkrytycznymi odbiorcami, nie kwestionującymi przedstawianych materiałów, przyjmujących wszystko za prawdę, nie zastanawiającymi się nad przyczynami i skutkami zaistniałych wydarzeń. A takim społeczeństwem najłatwiej jest przecież kierować. Dlatego też warto jest pokazywać muzułmanów krzyczących Allah Akbar (Bóg jest wielki) nie wyjaśniając powodów ich wzburzenia. Opłaca się nagłaśniać ataki terrorystyczne, równocześnie zapominając o dokładnych statystykach i profilach terrorystów. Łatwo jest dzielić się w mediach kwotami zasiłku jaki dostaną uchodźcy, zapominając ilu obywateli Kanadyjskich, często latami, korzysta z systemu socjalnego. Bardzo prosto jest straszyć nieznanym, zapominając, że Kanada to zlepek imigrantów, w znaczącej części uchodźców, którzy pracują w pocie czoła, często wykonując prace, których nie podjąłby się żaden “pełnoprawny” obywatel. Łatwo jest portretować ISIS jako muzułmańską grupę religijną jednak nikt o zdrowych zmysłach nie myśli o członkach Klu Klux Klanu jak o tradycyjnych chrześcijanach.

W efekcie cząstkowych i często zakłamanych informacji zapominamy, że większość uchodźców wdzięcznych za okazaną pomoc będzie pracować aby poprawić dobrobyt rodziny, aby wysłać dzieci do dobrych szkół, aby wychować ich na przykładnych obywateli. Nie mówimy o tym, ile będą musieli przejść aby “zaaklimatyzować się” w nowej ojczyźnie – nauczyć nowego języka, zdobyć pracę, przystosować się do nowych realiów, klimatu, znieść tęsknotę za rodziną, za ojczyzną. Nie zastanawiamy się jak poradzą sobie z żałobą po utraconych bliskich, jak pokonają złośliwe komentarze nieprzychylnych sąsiadów, nieprzyjazne spojrzenia, brak przyjaciół. Każdy, kto wyemigrował z ojczyzny może zrozumieć choć część z tych mniejszych i większych cierpień.

Polacy jako naród, który przez ostatnie 250 lat historii zmierzył się z nielicznymi wojnami, walkami, rozbiorami, powstaniami, stanem wojennym byli jedną z najliczniejszych grup uchodźców w historii. Szukaliśmy schronienia między innymi w Turcji, Francji, Włoszech, Imperium Osmańskim, Niemczech, Belgii, Szwajcarii, Szwecji, Wielkiej Brytanii, Algierii, Stanach Zjednoczonych, na Rumunii i Węgrzech, w Iranie, Indiach, Meksyku, Nowej Zelandii i w krajach Afryki. Warto pamiętać o naszej przeszłości gdy szydzimy z dzisiejszych uchodźców. Polonia na świecie sięga dziś około 20 milionów, większość to potomkowie uchodźców, którzy zostali ugoszczeni w odległych krajach.

Paradoksem jest również, że cierpienie, które jest bliżej, jest odczuwalne bardziej intensywnie i skłania nas do natychmiastowej akcji. Rozpoznamy w momencie płacz swojego dziecka, pomożemy dobremu znajomemu, wrzucimy monetę przechodząc obok żebraka czy bezdomnego. Uchodźcy tonący w przeładowanych łodziach, koczujący pod gołym niebem, głodni i zziębnięci, jakkolwiek tragiczny nie byłby ich los, są oddzieleni od nas przez dystans fizyczny, dlatego pozostają dla nas w pewien sposób nierealni.

Gdy pożary zaatakowały północną część prowincji Alberta wszyscy, w mgnieniu oka, ruszyliśmy na pomoc. Otworzyliśmy nasze domy, portfele i serca. Pomoc nie była oferowana na bazie czyjegoś wyglądu, religii czy też dobrego charakteru, ale wyłącznie na bazie potrzeby. Nikt nie kwestionował, czy jego donacja dotrze do katolickiej rodziny czy też do osoby, która nigdy nie wzięła zasiłku, zwolennika NDP czy wegetarianina. W momencie kryzysu, który jest tak blisko, że czujemy iż moglibyśmy być w tym samym miejscu, działamy instynktownie. A nasz instynkt jest, przez ewolucję, ukierunkowany na pomoc słabszemu, na dobrobyt grupy, na przetrwanie i współpracę.

Empatia i współczucie to emocje, które są konieczne w każdej grupie społecznej. Spróbujmy przez chwilę wyobrazić sobie, że to my straciliśmy dach nad głową, że to nasza rodzina zginęła pod gruzami zbombardowanego budynku, że nie mamy już domu ani niczego co do nas należało. Poczujmy chłód nocy, głód, żałobę, strach i desperację. Czy nie wołalibyśmy o pomoc dla siebie i najbliższych? Czy nie udalibyśmy się na koniec świata w nadziei na lepsze życie? Czy nie przyjęlibyśmy oferowanej pomocy i z wdzięcznością podziękowali za ciepłe ubranie, kromkę chleba i świadomość, że jesteśmy bezpieczni?

Gdy wyszydzamy uchodźców na bazie ich narodowości, religii, edukacji itd, używamy tzw. mowy nienawiści. Przyklejanie nazw które pozwalają nam na emocjonalne odcięcie się od innej grupy społecznej to pierwszy krok do dehumanizacji. Fenomen ten miał szerokie zastosowanie w nazistowskiej Rzeszy, podczas ludobójstwa w Rwandzie oraz w nieskończonych konfliktach. Gdy wyzywamy kogoś to ma to na celu poniżenie tej osoby i sprowadzenie jej do poziomu rzeczy, co powoduje w zamian uczucie wyższości w osobie atakującej. Nie zapominajmy więc, że “uchodźcy” byli jeszcze niedawno zwyczajnymi ludźmi, których życie toczyło się wokół tych samych spraw jak i nasze: rodzina, praca, dom. To ludzie, którzy przeszli przez niewyobrażalne cierpienia, często zarówno fizyczne jak i psychiczne, to ludzie tacy jak my.

Szacuje się, że dziś na świecie liczba osób, które zostały zmuszone do przesiedlenia sięga 65,3 milionów. Co drugi uchodźca to dziecko, wiele z nich oddzielonych od rodziców. Blisko 100 tysięcy to sieroty. Ponad 40 milionów nadal przebywa na obszarze, w którym doświadczyły zagrożenia życia.

Osobiście miałam okazję poznać kilkanaście rodzin uchodźców z Syrii podczas ubiegłorocznego narodowego spisu ludności. Spotkałam się z nieopisaną gościnnością. Widziałam dzieci bawiące się na podwórku, tak radosne, choć doświadczyły tak wiele w ich krótkim życiu. Poznałam nastolatkę, która bezinteresownie zaoferowała swą pomoc w tłumaczeniu z arabskiego na angielski, wędrując ze mną od domu do domu. Widziałam czyste, zadbane mieszkania, uśmiechniętych, grzecznych ludzi i nieopisaną chęć komunikacji. Był to upalny lipiec, a zarazem czas Ramadanu (postu), gdzie muzułmanie nie jedzą ani piją od wschodu do zachodu słońca. Jedna z rodzin usadziła mnie na sofie, zastawiła dla mnie stół pełen słodyczy i owoców, kawy i napojów. Nikt nie mówił po angielsku ale na migi staraliśmy się dogadać i oczywiście nie dano mi wyjść bez poczęstunku. Poczułam się zupełnie jak w polskim domu, jak gość i byłam naprawdę wzruszona. Głowa rodziny wyglądała jak mój własny wujek i wszyscy wiedzieli kto to Jan Paweł II.

Moja koleżanka, z którą miałam przyjemność studiować w Toronto, jest uchodźcą z Rwandy. Pewnego dnia opowiedziała mi swoją historię. Jej rodzina została zaatakowana podczas jednego z największych w historii ludzkości ludobójstwa. Wszyscy zginęli a ona sama przeżyła tylko dlatego, ze straciła przytomność po uderzeniu maczetą w głowę i jej oprawcy uznali, że nie żyje. Dziś pamiątką po tym brutalnym ataku jest wielka blizna na jej głowie.

Może więc następnym razem gdy zaczniemy gorące dyskusje, zobaczymy nie darmozjada, nie “ciapatego”, nie terrorystę, ale człowieka, który wiele przecierpiał i który, tak jak każdy z nas, nosi rany na sercu. Porzućmy stereotypy bazujące na strachu i zakłamaniu. Wystrzegajmy się bezmyślnego powielania nienawistnych opinii i uprzedzeń. Spójrzmy w oczy uchodźcom i spróbujmy dostrzec, że pomimo często innej religii, narodowości, koloru skóry, upodobań czy tradycji, są oni tak naprawdę takimi samymi ludźmi jak my.

Joanna Dyl – Polonia Edmonton News

Czy powinno się pomagać uchodźcom?

Komentarze

comments