Wydarzenia / Events

Kartka z Historii Polonii Edmonton. WELCOME TO CANADA!

Podziel się:

Zapytaliśmy nowoprzybyłych do Edmontonu, w roku 1989, polskich imigrantów o ich pierwsze wrażenia po zetknięciu się z Kanadą, ich marzenia i aktualne troski. Oto ich wypowiedzi:

Anna M.: Zaskoczyła nas widoczna tutaj więź między Polakami, czego nie da się powiedzieć o Polakach w RFN. Rozczarowało nas to, że inni, którzy przyjechali do Kanady z Europy mówią o powrocie do krajów z których wyjechali lub do Polski. Pracujemy już obydwoje z mężem, a myśląc o przyszłości marzymy o własnym domku i zakładzie fryzjerskim dla mnie. Długo będziemy pamiętać bardzo ciepłe przyjęcie w Edmontonie. Dziękujemy p. Jadwidze Pierzchajło i pracownikom Kongresu P.K.

Dorota N.: Kanada — pięknie to brzmiało, gdy byliśmy na emigracji w Grecji. Niestety, to nie jest to, czego się spodziewaliśmy. 17 listopada przylecieliśmy do Kanady. Do tej pory ani ja ani mąż nie mamy pracy. Chodzimy, składamy aplikacje i na tym się sprawa zamyka. Jestem tą sytuacją rozczarowana, mamy troje dzieci w wieku 9, 8 i 4,5 lat, w związku z tym niepokój mój rośnie z dnia na dzień. Jestem z zawodu krawcową, ale mogę również wykonywać inne prace w których mam doświadczenie. Jednak mam nadzieję, że niedługo nasze nastroje się poprawią, gdy znajdziemy z mężem jakąkolwiek pracę. Zdajemy sobie sprawę, że nie tylko my jesteśmy w takiej sytuacji.

Elżbieta Z.—W.: Przyjechałam do Kanady w drugiej połowie września. Zatrzymałam się najpierw w Toronto, by po dwóch tygodniach przyjechać do Edmonton, ponieważ tutaj mam rodzinę i znajomych. Kanada spodobała mi się od razu i bez zastrzeżeń! Jedyne czego żałuję, to że przyjechałam o 10 lat za późno! Dlatego nie patrzę już z takim niezachwianym optymizmem i poczuciem, że „wszystko jest możliwe”, ponieważ mam świadomość, że pewnych rzeczy już nie uda mi się nadrobić. Niemniej jednak myślę, że będzie dobrze w Kanadzie i że tutaj urządzę sobie swoje miejsce na ziemi. Praca w Kanadzie wydaje mi się znacznie cięższa, ale jeśli się ją już ma to — ma się wszystko. Jestem głęboko wdzięczna wielu Polakom, którzy mi pomogli — absolutnie bezinteresownie w załatwieniu wielu spraw osobistych: księżom — Karciarzowi i Fidyce, pani Pierzchajło, pani dr Kozakiewicz, która wyleczyła mi bezpłatnie zęby, p. Góralczykowi i wielu, wielu innym. Od razu ustawiło mnie to bardzo pozytywnie wobec moich Rodaków, dlatego też patrzę z nadzieją w przyszłość.

Wojciech G.: Przyjechałem do Kanady w połowie kwietnia. Moje pierwsze wrażenie po przyjeździe z zadbanej, porządnej i bogatej Austrii było zdecydowanie negatywne. Ale największym zaskoczeniem był kompletny brak rozkładu jazdy na przystankach autobusowych, a nawet brak informacji, jaki autobus i dokąd odjeżdża! Po pewnym czasie, kiedy zacząłem pracować i zarabiać do 2000 dolarów miesięcznie, Kanada zaczęła mi się podobać. Pracowałem ciężko przy robotach drogowych, a prace załatwiłem – oczywiście – przez znajomych Polaków, bo nic nie dały składane przeze mnie aplikacje w różnych zakładach. Na razie jestem sam, mieszkam u rodziny i czekam na żonę z córeczką, które przyjadą —mam nadzieję — na Wielkanoc. Cieszę się, że istnieją organizacje polonijne, bo bardzo wiele pomagają Polakom w emigracji do Kanady, dlatego w AVC, do której aktualnie uczęszczam jest nas najwięcej — podobno 60% wszystkich uczących się. Mamy również dobrą opinię u wykładowców. Uważają oni Polaków za zdolnych, ambitnych i szybko uczących się języka, a więc głowa do góry!

Agata P.: Mam 24 lata. Przyjechałam z RFN w październiku. Ucieszyłam się szczególnie wolnością, ta swoboda, której tak brakuje w Polsce i brakowało mi w RFN, gdzie miałam fatalne doświadczenia. Wszystko jest lepsze aniżeli mogłam przypuszczać. Chodzę w tej chwili do AVC i przykładam się do nauki. Lekka niepewność to sprawa pracy w moim zawodzie. Jestem technikiem budowlanym, ale wiem że podejmę każdą pracę jaką uda mi się znaleźć po zakończeniu kursu. Wiem, że nowoprzybyli, zwłaszcza z takiego kraju jak RFN są napięci, nieufni i czujni. Upłynie jeszcze sporo czasu zanim całkowicie zaaklimatyzujemy się w Kanadzie. Ale już teraz wiem, że będziemy tworzyć szczęśliwą rodzinę i mieszkać w wygodnym, kanadyjskim domku. Obawiam się trochę groźnej, kanadyjskiej zimy, którą tak straszono w Europie.

Jacek D. Przyleciałem do Edmonton we wrześniu. Przez ostatnie 2,5 roku byłem w RFN. Sponsorowany byłem przez KPK. Przyjemnie, a nawet bardzo przyjemnie zaskoczył mnie stosunek mieszkańców Edmontonu do nas, nowoprzybyłych. Ogromna życzliwość i chęć przyjścia z pomocą to są cechy, które tutaj są podobno normalne, ale po moich doświadczeniach w RFN było to sporym zaskoczeniem. Jeżeli chodzi o to co mnie rozczarowało, to trochę przygnębiająco wpływa na mnie brak europejskiej zwartej zabudowy. Urodziłem się i wychowałem w Krakowie, więc trochę mi brak starych uliczek, zabytków, bliskości zurbanizowanej i tłocznej ulicy. Jestem z zawodu elektrykiem i mam nadzieję pracować w przyszłości w swoim zawodzie. Już na lotnisku, kiedy zostaliśmy przywitani z żoną przez p. J. Pierzchajło odczułem jakąś dobrą atmosferę, która otacza tutejszą Polonię. Mieszkamy u bardzo miłego, starszego Pana, który zaoferował nam mieszkanie i pomógł w pierwszych krokach, w szukaniu pracy i zarobieniu pierwszych dolarów. Zdaję sobie sprawę, że na pierwszym miejscu muszę postawić naukę języka, a potem wejście w normalne kanadyjskie życiesprawa pracy w swoim zawodzie.

Wojciech G.: Do rzeczy, które bardzo przyjemnie odczułem, po przyjeździe do Kanady, było bardzo cieple przyjęcie mnie w pracy, którą dostałem mimo, że wcale nie znam języka. Natomiast rozczarowany byłem pierwszym czekiem jaki tutaj dostałem — 308 dolarów. Nie wiedziałem, naprawdę, jak gospodarować tą kwotą, czy starczy mi tych pieniędzy na przeżycie i pomoc rodzinie w kraju, którą zostawiłem w dosyć ciężkich warunkach. Jestem z zawodu masarzem. Pracuję w swoim zawodzie i jestem z pracy zadowolony, mam dobre zarobki. Żona z dwójką dzieci są w Polsce —przypuszczam, że z niecierpliwością, tak samo jak ja, czekają na mój powrót do domu. Zamierzam w możliwie najszybszym terminie wykończyć dom w Polsce i wrócić do swoich, gdyż bardzo tęsknię i pragnę jak najszybciej połączyć się z rodziną. Jeżeli chodzi o kontakt z Polonią to ogranicza się on jedynie do co niedzielnej mszy w kościele polskim.

Marek Cz.: Martwiłem się początkowo brakiem pracy. Znalazłem w końcu swoje miejsce myjąc naczynia w restauracji, mimo że jestem mechanikiem samochodowym. Zacząłem od 5 dolarów na godzinę, dziś mam 7 dolarów. Nikt mi nie chce uwierzyć w to, ale ja pracuję podobno za dwóch. Czekam na żonę i córkę z Polski. Może stać mnie będzie na wyjazd po nich na lotnisko jakimś amerykańskim samochodem, bo starą, rozklekotaną Ładą nie bardzo ucieszyłbym żonę… Poza tym nie jest źle. Wynajmujemy w czwórkę basement u życzliwej Polki. Zaluje zie nie uczyłem się jezyka angielskiego w Niemczech.

Źródło: Kulisy Polonii, Nr 46, 13 I 1990 r.