Strona główna Felietony Fatalny błąd waszyngtońskiej reporterki

Fatalny błąd waszyngtońskiej reporterki

498 views
0
Podziel się tym artykułem z innymi

Jedna z czołowych dziennikarek w USA stwierdziła, że vice prezydent USA Mike Pence uda się pod pomnik powstania w Getcie Warszawskim, ”gdzie Żydzi walczyli z polskim i nazistowskim reżimem”. Fatalny blad tej jednej z najbardziej uznanych amerykańskich osobowości medialnych. Wystarczy rzucić okiem CV Andrea Mitchell , żeby zrozumieć, że nie mamy do czynienia z drugą ligą waszyngtońskich korespondentów wysłanych do Warszawy w celu relacjonowania szczytu bliskowschodniego, ale dziennikarką, która kilka dekad budowała swoją pozycję w zawodzie. Szefowa działu zagranicznego telewizji NBC News, regularnie relacjonującą najważniejsze wydarzenia krajowe oraz towarzysząca amerykańskim politykom podczas ich służbowych podróży.

I właśnie ona, wychowana w żydowskiej rodzinie Cecylii i Sydneya Rubinsteinów , mówiąca na tle miasta zrównanego z ziemią przez Niemców w 1944 r., popełnia tak karygodny błąd na wizji. Mówiąc o planie wizyty wiceprezydenta USA Mike Pence’a, rzuca mimochodem, że złoży on kwiaty przy pomniku powstania w Getcie Warszawskim, gdzie w 1943 r. ”Żydzi walczyli z polskim i nazistowskim reżimem”. Czy mogła nie wiedzieć, jak wyglądała ówczesna sytuacja na okupowanych ziemiach polskich? Że żaden ”reżim” nie istniał, a jeśli ktoś trzymał pod butem mieszkańców Warszawy, to nie tylko przebywających wbrew ich woli w Getcie, ale całą stolicę? I nie byli to naziści, ale Niemcy?

Możemy się oburzać, słusznie domagać przeprosin i uznać – równie słusznie – że podobne rzeczy w przestrzeni publicznej po prostu nie powinny się wydarzyć. Nie na tym poziomie, nie w przypadku dziennikarzy, którzy kształtują opinię publiczną i których obowiązkiem jest przygotowywanie się do wizyt, które relacjonują.

Andrea Mitchell, zamiast udawać, że sprawy nie ma i wrzucać na Twittera kilkanaście innych postów, powinna dać jeden krótki, w którym przyznaje się do błędu i go koryguje. Tak jednak nie zrobiła, podobnie jak szef Departamentu Stanu USA Mike Pompeo, chwalący w przemówieniu Franka Blajchmana, człowieka, który po wojnie był stalinowskim oprawcą.

Zeszłoroczna burza wokół ustawy o IPN tylko uświadomiła nam, jak poważny i głęboki jest to problem, oraz jak przepastna skala ignorancji wykształconych przecież ludzi Zachodu, sądzących, że w Polsce podczas wojny działały ”polskie obozy koncentracyjne”, a sami Polacy ramię w ramię działali z hitlerowskimi Niemcami tworząc machinę Holokaustu.

Jak pokazuje przykład Andrei Mitchell, praktycznie żadnych postępów od tego czasu nie poczyniliśmy. Może to cenna lekcja dla rządu, że należy zmienić formę oddziaływania na gruncie historii i polityki i zmienić język, w którym o tych tematach opowiadamy? Póki co mamy kolejną, niepotrzebną burzę na tle historii, łącznie z interperacją posła Stanisława Tyszki o wydalenie dziennikarki z Polski i prostującą kłamstwo reakcją polskiej ambasady.

Bogdan Koral Konikowski