Strona główna Wydarzenia / Events Dzień Rodziny w Kanadzie

Dzień Rodziny w Kanadzie

90

W miniony poniedziałek, 17 lutego w naszej Prowincji obchodzony byl Dzień Rodziny. Święto zostało ustanowione w 1990 roku z inicjatywy Dona Getty ówczesnego premiera Alberty, aby zwrócić uwagę na problemy związane z podstawową komórką społeczną, a także podkreślić znaczenie polityki prorodzinnej. Dzień Rodziny to święto państwowe w Republice Południowej Afryki, w kanadyjskich prowincjach: Alberta, Kolumbia Brytyjska, Saskatchewan i Ontario , w amerykańskich stanach Arizona i Nevada w Wietnamie, w Australii i w Tajlandii.

Jakie w dzisiejszych czasach jest podejście do rodziny można przytoczyć na przykładzie dyskusji na ten temat w polskiej prasie katolickiej.

Jedna z młodych dziewcząt pisze w ten sposób: “Nieraz już słyszałam i to zarówno w okresie uczęszczania na katechizację, jak i przy innych okazjach w kościele, że obowiązkiem tych, którzy wchodzą w związek małżeński, jest dawanie początku nowemu życiu. Teraz, kiedy jestem starsza i mam w planie nie za długo wyjść za mąż, przypominam sobie to wszystko, co słyszałam na ten temat. Nie ze wszystkim jednak umiem się pogodzić. Między innymi budzi we mnie sprzeciw to, że małżeństwo ma być ni mniej ni więcej, taką sobie “fabryką” ludzi. A gdzie przy tym wszystkim miejsce na miłość dwojga młodych ludzi? Na rozrywkę? Na jakieś dalsze podróże? Nie poruszam już takich spraw, jak koszty związane z kształceniem dzieci, które prawie z roku na rok stają się coraz większe. (. .)”

Na list dziewczyny odpowiada ksiądz tymi słowami: „ List Twój przypomniał mi rozmowę, jaką stosunkowo niedawno miał jeden z księży w Polsce w czasie tzw. kolędy, z młodym małżeństwem. Przy pewnej okazji rozmowa ta została powtórzona na łamach polskiej prasy katolickiej i dzięki temu mogę ją przytoczyć w formie przykładu. Otóż ów duszpasterz widząc w wózeczku małe dziecko, bardzo delikatnie napomknął, że kiedy w przyszłości odwiedzał będzie w podobnych okolicznościach ich dom, nie jest wykluczone, że wówczas rodzina ich będzie większa. Na te słowa natychmiast odpowiedziała w imieniu młodej matki starsza pani, zapewne babcia tego niemowlęcia: “0, proszę księdza, co to, to nie. To nie ma sensu. Wystarczy im jedno. Ja miałam czworo i wiem ile to kosztuje. Niech sobie użyją życia. Są przecież młodzi!” A inna kobieta — stwierdził ten sam autor — matka czworga dzieci, temu samemu księdzu żaliła się: “Gdy chodziłam z trzecim dzieckiem, cała rodzina mnie wyśmiewała, a moja matka wprost mówiła, że jestem stuknięta. Bronił mnie tylko mąż, na szczęście”.

Tutaj w Ameryce, z tymi sprawami zdaje się być jeszcze gorzej. Podobno dość często zdarzają się takie przypadki, że rodzinie z trójką albo czwórką dzieci trudno jest wynająć mieszkanie. Siwowłose właścicielki wprost oświadczają, że skoro mają “aż tyle” dzieci, one by zniszczyły dom, więc mieszkania nie wynajmie. Od jakiegoś więc czasu nawet w rodzinach katolickich dzieje się coś niedobrego w związku z dzietnością małżeństw. Tak jest w Europie Zachodniej, tak zaczyna być także w Polsce, a już szczególnie w Ameryce: młode małżeństwa nie chcą mieć dzieci. Również tutaj udziela się taki sam sposób myślenia, że dzieci młodemu małżeństwu przeszkadzają. Rezultatem tego zjawiska jest to, że wiele krajów świata zbliża się do zerowego przyrostu naturalnego. Oznacza to, że liczby urodzeń w nich i zgonów wkrótce się wyrównają. Niemcy w tej chwili już nie tylko, że w ogóle nie maja przyrostu naturalnego, lecz zmniejsza się tam ludność, ponieważ Niemki również nie chcą mieć dzieci. Gwałtownie starzeje się także Ameryka wskutek spadku liczby urodzeń. W oparciu o specjalistyczne badania prowadzone od dłuższego czasu wynika, że — ogólnie rzecz biorąc — rozrodczość spada w świecie głównie z dwóch powodów. Jednym z nich jest to, że młodzi małżonkowie pod względem charakterów nie są wychowani i dlatego boją się, by ich dzieci nie były takie same, lub jeszcze gorsze od nich. W ten właśnie sposób odpowiedziały kiedyś w Stanach Zj. przy stoliku w kawiarni trzy młode damy komuś, kto zaniepokojony spadkiem urodzeń w USA spytał, jak one tłumaczą przyczynę niechcenia dzieci. Jedna z nich odpowiedziała: “Któżby chciał reprodukować takich ludzi jak my? (…) Nie chcemy więcej takich jak my, bo my sami siebie nie znosimy”. Odpowiedź drugiej pani była podobna:

“Nie chcę mieć dzieci podobnych do mojego chłopca. Nie razi mnie wprawdzie jako mój chłopak, przyzwyczaiłam się już do niego, ale nie zniosłabym go jako mojego syna i nie miałabym siły wychowywać syna z takim usposobieniem”. Trzecia odpowiedź mniej więcej pokrywała się z dwoma poprzednimi. Drugim powodem rezygnowania z potomstwa jest postawa konsumpcyjna, czyli: jak najwięcej brać z życia, a z siebie dawać jak najmniej wysiłku. Woli się podróże na Hawaje lub po Europie niż dzieci. Nasuwa się stąd wniosek, że u młodych małżeństw nie ma prawdziwej miłości. Prawdziwa miłość małżeńska bowiem z natury swej jest miłością płodną i jej makiem jest owoc w postaci potomstwa. Przeciwieństwem tego jest samolubstwo — żyć tylko dla siebie. Owszem, prawdą jest, że na całym świecie co minutę rodzi się średnio 150 osób, dziennie więc 220 tysięcy, a rocznie 80 milionów.

Niewątpliwie to jest dużo. Jeśli jednak weźmie się pod uwagę, że dziennie znowu umierają tysiące ludzi, to co by się stało, gdyby wszystkie małżeństwa odmówiły pełnienia swych zadań? Gdzie wówczas zadanie postawione przez Stwórcę: “Bądźcie płodni i rozmnażajcie Się” (Rdz 1, 28)? Gdzie wtenczas jakiś przyrost i rozwój świata? Gdzie także równowaga biologiczna społeczeństwa? W obawie o przyszłość państwa, rząd np. na Węgrzech już bije na alarm, że za kilkanaście lat w kraju tym będzie tylko około 9 mln mieszkańców, czyli o pół miliona mniej niż obecnie. Takimi samymi obawami przejęty jest rząd hiszpański, ponieważ w ostatnich latach nastąpił tam spadek urodzeń o 30 procent. Służba więc prokreacji jest tak ważnym obowiązkiem małżeństwa, ze mężczyźni i kobiety, którzy by z góry wykluczali ten cel, nie mogą ważnie zawrzeć małżeństwa sakramentalnego. Jest już mowa m.in. o tym, że z powodu lęku „przed dzieckiem, już “dziś niektóre narody chylą się ku śmierci. A nie są to narody biedne, lecz bogate”. Dzieje się zaś tak dlatego, że — w tym miejscu przytaczają słowa Ojca św. Jana Pawła II — “w krajach bogatych nadmierny dobrobyt i nastawienie konsumpcyjne (. –) odbierają małżonkom wielkoduszność i odwagę do przekazywania życia nowym istotom ludzkim: w ten sposób życie bywa często pojmowane nie jako błogosławieństwo, lecz jako niebezpieczeństwo, przed którym należy się bronić”.

W dzisiejszym świecie odchodzącym od Boga, niełatwo jest wyzwolić się z fałszywych stereotypów odnoszących się do rodzicielstwa, jakie współczesny świat narzuca milionom Ludzi.

Bogdan Koral Konikowski