Wydarzenia / Events

Wspomnienie ŚP Aleksandra Romanko, 21 lipca 1921 – 21 lutego 2016

21 lutego 2016 r. odszedł do wieczności Aleksander „Olek” Romanko. Polonia w Edmonton stracila człowieka o wielkim sercu, bezgranicznie oddanego sprawie Polski i Polonii. Posiadał niezwykłą umiejętność zjednywania sobie ludzi dobrego serca dla osiągania wspólnych celów dobroczynnych o charakterze humanitarnym. Wierzył w to, że Polonia Kanadyjska jest zdolna do wielkich czynów, że należy otworzyć serca i tą obfitością darów w tym kraju dzielić się z każdym, kto przeżywa nędzę, chorobę czy pokrzywdzenie przez los. Był człowiekiem niezwykle bezpośrednim i otwartym na potrzeby innych, kimś, kto nie potrafi przejść obok człowieka, który woła o pomoc. Zawsze pełen niespożytej energii, uśmiechu, optymizmu i poczucia humoru. Kontakt z ludźmi i pomoc tym, których pokrzywdził los, dawały jemu niewyczerpane źródło energii życia, były jego silą napedową. Byl osobą skromną, ciepłą, serdeczną, bezpośrednią i wrażliwą. Był lubiany przez wielu ludzi. Miał licznych przyjaciół na całym świecie. Jego osobowość w każdym otoczeniu zawsze wytwarzała atmosferę pogody i życzliwości.

Aleksander Romanko, syn Magdaleny i Mikołaja, urodził się 21 lipca 1921 w miejscowości Szpakowce w północo-wschodniej Polsce. Olek miał dwóch starszych braci, Władysława i Mikołaja. Po ukończeniu 16 lat przeniósł się do miasta Baranowicze, gdzie studiował mechanikę. Podczas bombardowania Baranowicz, we wrześniu 1939 roku, kiedy zobaczył ludzi zabitych i poważnie rannych, jego młodzieńcza radość zamieniła się w przerażenie. Po inwazji wschodniej Polski przez Armię Radziecką w dniu 17 września 1939 roku, każdego dnia obserwował masowe aresztowania i zabójstwa. Nienawiść wroga miała kulminację, gdy w dniu 10 lutego 1940 roku jego rodzice i on zostali aresztowani przez żołnierzy rosyjskich i wywiezieni na Syberię. Początek wojny położył kres kształceniu się i młodzieńczym marzeniom, a cały kraj pogrążył w niewoli. Na zesłaniu przebywał dwa lata. Olek był odpowiedzialny za wyżywienie całej rodziny. Miał wówczas 18 lat. Na Syberii przeżyli głód, choroby, morderczą pracę i zimno. Po ogłoszeniu przez Stalina tzw. „amnestii” z trudem dostał się na południe Rosji. Wstąpił tam do Polskiego Wojska i wkrótce przyjechał do Persji. Rodzice mieli także do niego dołączyć, ale Rosjanie zamknęli granicę. Wkrótce obydwoje zmarli tam z wycieńczenia. Jako żołnierz 7-mej Dywizji Piechoty, po przyjeździe do Palestyny został przydzielony do 3-ciej Dywizji Strzelców Karpackich 3-go Pułk Artylerii Lekkiej. W styczniu 1944 przetransportowano ich do Włoch. Brał udział w walkach nad rzeką Sangro i pod Monte Cassino, nad Adriatykiem i w bitwie o Bolonię. Potem była Jałta i jej następstwa. Był to okres beznadziejności i załamania. Został bez Ojczyzny, bez rodziny, bez znajomości języka. O powrocie do Polski nie było mowy, bo nie miał pewności, że jeśli jego raz sowieci wywieźli, jako „wroga narodu”, to jakąż miał pewność, że teraz pozwolą mu zostać w Polsce? Trzeba więc było zaczynać nowe życie na obczyźnie. W Anglii, po zdemobilizowaniu w 1949 roku zawarł związek małżeński z Marią Aliną z domu Łukaszewicz, którą poznał jeszcze w Rosji. W Anglii czekali 7 lat na zmiany w Polsce, aby tam wrócić. Kiedy jednak, nawet po śmierci Stalina zmiany nie nastąpiły, postanowili szukać kraju. W Anglii mieli już dwóch synów: Bogumił miał 3 lata, a Leszek 10 miesięcy. Przyjechali do Kanady na kontrakt do pracy na farmie. Trzeba było utrzymywać się ze skromnych funduszy, które zostały po opłaceniu podróży. Mrozy były bardzo ostre. Żona pracowała latem, a w zimie studiowała. Przybyło jeszcze dwóch synów: Marek i Adam. Chociaż oboje byli bardzo zajęci, żona wspierała go w pracy społecznej, w której często również mu pomagała. Oboje byli zgodni w tym, że praca społeczna, jest jedną z najpiękniejszych form działalności człowieka, która prowadzi do aktywnej pracy dawania siebie innym, to pełna gotowość wyciągania pomocnej ręki do innych, którzy są w potrzebie. Życie rodzinne zawsze było dla niego sprawą najwazniejszą. Z czwórką synów nie mieli kłopotów. Byli i są pilni i pracowici. Do każdej pracy odnosili się z szacunkiem. Łączy ich serdeczna i silna więź rodzinna. Przyjście na świat wnuków było ich dużą radością, którymi troskliwie się opiekowali.

Na emigracji nie zawsze łatwo pogodzić pracę zawodową i społeczną, ale gdy był wybierany na funkcje społeczne w organizacjach polonijnych, przyjmował to z dużym zaszczytem. Należał do wielu organizacji polonijnych i kościelnych. Imponującą była jego dzialalność dobroczynna w Kole Misyjnym przy parafii Rożańca Świętego. 20 lat był lektorem, powołanym do funkcji czytania Słowa Bożego. 14 lat był szafarzem Eucharystii. Aleksander od samego początku był bardzo aktywnym członkiem w Stowarzyszeniu Polskich Kombatantów w Kanadzie, Koło Nr 6 w Edmonton. W latach 1984-1992 przewodniczył w działalności Przyjaciół Katolickiego Uniwersytetu w Lublinie. Pelnil odpowiedzialne funkcje w wielu innych organizacjach. W trakcie jego działalności społecznej najwięcej wysiłku i pracy dobroczynnej poświecił Kongresowi Polonii Kanadyjskiej w Albercie, z którym był związany przez ponad 30 lat.

Na 21 Zjeździe KPK – Okręg Alberta, który odbył się w październiku 1989 roku został wybrany na prezesa i pełnił tę funkcję do 1991 roku. W Polsce lata 1989 – 1991 to okres przemian społeczno-politycznych, które nie były obojętne nowemu prezesowi. Apelował wtedy do Polonii miedzy innymi tymi słowami „Obecnie Ojczyzna nasza znajduje się na jednym z najtrudniejszych zakrętów historii. Odbywa się tam proces wyzwalania spod jarzma obcego nam systemu komunistycznego. W tych historycznych chwilach, my, znajdujący się poza krajem ojczystym nie możemy być obojętni. Okażmy że jesteśmy synami Ojczyzny, chociaż znajdujemy się poza nią. Ojczyzna nie wymaga teraz od nas ofiary życia lub krwi, lecz zrujnowana gospodarczo wymaga od nas pomocy materialnej, szczególnie na środki medyczne oraz na pomoc dla dzieci, chorych i emerytów” Apelował do Rodaków rozsianych na terenie Alberty o wzięcie udziału w akcji pomocy dla naszego kraju. Reakcja Polonii na jego apel była bardzo szybka. Jako pierwsza na apel odpowiedziała Polonia z Lethbridge deklarując wtedy sumę $ 2555.00. Kongres organizował teżw tym samym czasie pomoc dla ofiar powodzi w Polsce. Osobiscie przewodniczyl Komitetowi Pomocy Powodzianom.

W czasie kadencji Aleksandra jako prezesa KPKOA wiele czasu poświęcano sprawom emigracyjnym i działalności Komitetu Emigracyjnego działającego przy KPK. Członkowie Komitetu Pomocy Polskim Uchodźcom i wielu ofiarnych woluntariuszy pracowało bardzo ciężko. Do p. prezesa napływało wtedy wiele listów od emigrantów z podziękowaniem za sponsorowanie ich do tego pięknego i wolnego kraju jakim jest Kanada.

Przyszłość Polonii i sprawy młodego pokolenia Polaków były jego zawsze największą troską. Nawoływał do słuchania młodych ludzi, aby się dowiedzieć jakie oni mają zainteresowania potrzeby i jak pojmują obowiązki wobec swego polskiego dziedzictwa.

W czasie jego kadencji prezesa KPKOA zadano mu następujące pytanie. Co Pańskim zdaniem jest najważniejsze w życiu Polaka na emigracji? Aleksander odpowiedział tymi słowami: „Właściwie moje zaangażowanie się w pracy polonijnej powinno być wystarczającą odpowiedzią na to pytanie. Więź z Krajem pochodzenia jest podstawą mojego życia. Uważam, że umiłowanie i szacunek dla mego dziedzictwa jest koniecznym warunkiem dla zdrowego rozwoju duchowego, moralnego i fizycznego każdego człowieka.” Nie sposób opisać jego wszystkie osiągniecia na rzecz Polonii i Polski. Jego kadencja, jako prezesa KPKOA była w czasie niezwykle trudnym, ale bardzo owocnym czasem, odszedł na emeryturę w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku.

Aleksander pozostanie w mojej pamięci jako człowiek, którego energia i sposób działania nie miały granic. Przez wiele lat podziwiałem jego patriotyzm, determinację. Na każdym etapie swego życia wykazywał konsekwencję z niesamowitą pasję działania. Powierzone obowiązki zawsze wykonywał z dużym oddaniem, koleżeński i pomocny. Zawsze wierzył w osiągniecie zamierzonego celu. Odszedł od nas w poczuciu dobrze spełnionego posłannictwa, a owocami jego życia i pracy sa wartości, które przekazał nowym pokoleniom. Na pewno będzie nam jego brakować, ale w naszej pamięci i w naszych sercach pozostanie na zawsze wspaniałym człowiekiem..

 Zygmunt Cynar

Źródło zdjęć:   www.romanko.net